STANY ZJEDNOCZONE – POCZĄTEK MIŁOŚCI?

Kiedy miałam 20 lat marzyłam o wizycie, a może i nawet wyprowadzce do Chicago. Mam tam ciocię, więc to prosta droga do osiągniecia celu. Jedyne co trzeba, to dostać wizę i można pakować się na wyprawę pod nazwą „American Dream”.
Jednak, nie byłam ta osobą, która mając 20 lat potrafi podjąć takie poważne decyzję. Nie zdecydowałam się. Przez kolejne lata nazwa Stany Zjednoczone dźwięczała mi w uszach.
Podjęłam prace w wymarzonym zawodzie, organizuję wyjazdy incentive na całym świecie.

Rok 2020. Za tydzień wylot do Miami. Cudownie! Jednak ówczesny prezydent co robi? Zamyka granice.
COVID-19.
No nic, trochę łez poleciało. Ale jeśli się nie ma na coś wpływu to trzeba iść dalej.
Jak nie drzwami, to oknami…

Na szczęście 2 lata później udało mi się spełnić małe marzenie i wyjechać do USA na 2 miesiące.

Chicago, bo tam był mój chwilowy dom, okazało się pełne Polaków. Nie było dnia, aby nie spotkać rodaków. Oprócz poznania stanu Illinois udało mi się odwiedzić Las Vegas z Grand Canyonem na czele. Podczas wycieczki zahaczyliśmy także o Hoover Dam. To mająca 224,1 m wysokości, jedna z najwyższych konstrukcji betonowych na świecie. Zapora Hoovera to mistrzowskie dzieło inżynierów i budowniczych.

Czy, jak to się słyszy, jest to inny świat? Lepszy? Myślę, że przede wszystkim ludzie lubią, to co niedostępne. Dlatego o tym marzą. Uzyskanie legalnego pobytu to nie lada wyzwanie, a czasem i wjazd przyprawia trudności.
Oprócz tego to co u nas dostępne w wysokich cenach, tam można kupić „za grosze”.
I to co u nas dopiero wchodzi na rynek, tam dostępne jest w każdym domu od co najmniej 10 lat.
Jednak różnorodność etniczna, kultura ludzi z całego świata zebrana w jednym miejscu, może niejednego z Polaków przyprawić o zawroty głowy.
Nawet mi było ciężko zrozumieć Panią wymachującą rękami i pokazującą środkowy palec podczas wchodzenia do Ubera. Mimo, iż posiadałam maseczkę na twarzy, ta wykrzykiwała i kazała założyć maseczkę. Wycofałam się bo nie wiedziałam co stanie się w przeciągu następnych kilku sekund.
Jak to mówią – nie ten, to następny 😊

To co pokochałam w Stanach – to to, że każdy ma dom z ogrodem, auto, a nawet dwa, psy, dzieci i dobrze sobie radzą. U nas, taka rodzina często jeszcze jest traktowana za bardzo zamożną. Oczywiście i tam ludzie mają kredyty, ale wydaje mi się, że jakoś jest łatwiej i taniej. Ale oczywiście to moje odczucia.
Wyleczyłam się także z markowych ubrań – u nas kosztują ogromne pieniądze i uważane są za status, tam można kupić koszulki za 5-10 dolarów i nosi to każdy...

Ah, zapomniałabym – dom Kevina odwiedzony! Jednak, jakoś w telewizji wydaje się on być ogromną posiadłością. W rzeczywistości wydaje się mniejszy.. Czyżbym zepsuła sobie dzieciństwo? Ale jak to się mówi – odhaczone!

Przede mną jeszcze wiele do zwiedzenia – przecież to kraj wielkości prawie całej Europy. Piękne Parki Narodowe, cudowne plaże i niesamowite historie.

W najbliższym czasie wybieram się na Florydę. Na celowniku Miami i Orlando. Na pewno opiszę kontynuację małej miłości do USA jak tylko wrócę z tej podróży.

Podróż incentive do USA organizuje z najczystszą przyjemnością i z oczami wielkimi jak kota w butach (tego od sherka), bo chce poznać ten kierunek jak najlepiej.

Blog podróżnika

Archiwum